Inwestowanie na zdrowy chłopski rozum. Libertariańska perspektywa znad pięknego pojezierza Drawskiego

Finansowa samoobrona. Jak wziąć rzeczy we własne ręce i prosperować pomimo państwa i socjalizmu

Zasady przedruku
Kontakt do autora

Kto to jest cynik9?

Cynic, n. A blackguard whose faulty vision sees things as they are, not as they ought to be. [after The Devil's Dictionary]


(HT rydzykfizyk za wynale- zienie tej definicji. Problemy z angielskim? (U-tube,40sec)

Rynki w tej chwili

Aktualna cena spot złota
[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]
Aktualna cena spot srebra
[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]
Aktualna cena spot platyny
[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]
Aktualna cena spot palladu
[chwilowe problemy w podawaniu cen bieżących]
US$/uncja, 1 uncja = 31.1 gram

Indeks akcji złota HUI
[chwilowe problemy w podawaniu indeksu HUI]

Ważniejsze notowania
Kursy walut

Czwarty Filar

Prywatne inwestycje w to wszystko czego oficjalne filary emerytalne nie dają, co zaniedbują, czego robić nie mogą, albo co robią niewystarczająco.
Patrz TwoNuggets Global Investment Community na drugim marginesie.

Archiwum

Znajdź w 2GR

Ładowanie...

TwoNuggets.com

Inni o nas


Site Meter

J.Korwin Mikke: "Znakomity blog! ...naprawdę znakomity wpis – lepszy, niż ja bym na ten temat napisał. Ja wiem, że część z Państwa sądzi, że nikt tak dobrze nie pisze, jak JKM. Otóż zajrzyjcie tam Państwo – a przekonacie się, że są tacy ludzie! To ja z tej okazji dziś nic więcej nie napiszę..."

IV RP: "Rewelacja! Jestem stałym czytelnikiem od ponad roku i na wiele, niby oczywistych spraw otworzyły mi się oczy."

eve-centrala: "Oczywiście zarówno Cynik jak i kompania tam przesiadująca są w zdecydowanej większości zwolennikami brzęczących pieniędzy tym niemniej dość trzeźwe i cyniczne wpisy w żółtym kolorze są zawsze warte przeczytania i godne polecenia."

forum eufi.org: ".. o alternatywnym inwestowaniu (z dala od głupków i doradców z tv) to mogę polecić jedyny i słuszny blog. Jest poświęcony nacisk głównie na rzeczy namacalne - nieruchomości, surowce (platyna, srebro, złoto), czasem jest też przedstawiony(z gazety) jakiś przekręt...".(:-D)

autentyczna uwaga czytelnika: Cynik to wartość najwyższa w tym ogłupionym bez reszty narodzie.

stała wzmianka libertariańska:

Libertariański punkt widzenia: anti-state, anti-war, pro-market

Libertariański punkt widzenia: poleca nas w stałej zakładce Janusz Korwin Mikke

Aktualności


Uwaga - oszust podszywający się pod cynika9 na Allegro.

Ktoś z kontami "kochanyagent" oraz "soverein" używając emaila cynik9@gmail.com usiłuje stworzyć fałszywe wrażenie linku z tym blogiem /autorem.
Z uwagi na liczne zapytania Czytelników oświadczam że NIGDY NIE MIAŁEM na Allegro żadnego konta a ww. email NIE NALEŻY do mnie.

cynik9@ascad.com

Uniwersalny przycisk antypanikowy



naciskać na własną odpowiedzialność.

Ściągi leniwego inwestora

PV: Ile warta jest obietnica wypłaty sumy zł za lat(a), gdy lokata bankowa daje średnio % rocznie?
zł.
(zakładamy procent doliczany jest co )

PVA: Ile warta jest obietnica wypłaty po zł co przez okres lat, gdy lokata bankowa daje średnio % rocznie?
zł.
(zakładamy procent doliczany jest co )
Instrukcja obsługi PV i PVA

FV: Jaką sumę zbiorę po latach deponując jednorazowo w banku sumę zł na % rocznie?
zł.
(zakładamy procent doliczany jest co )

FVA: Jaką sumę zbiorę po latach odkładając w banku sumę zł co na % rocznie?
zł.
(zakładamy procent doliczany jest co )
Instrukcja obsługi FV i FVA


KALKULATOR LENIWEGO RENTIERA:
-----------------------------
Ja, w wieku lat i z kapitałem zł, chcę OD DZIŚ ŻYĆ Z KAPITAŁU!
-----------------------------
Zamierzam żyć lat powyżej statystyk.
-----------------------------
Chcę wypłat o stałej
-----------------------------
Realna stopa zwrotu jest %,
inflacja jest %.
(Jeśli tego nie rozumiem zostawiam jak jest)
-----------------------------
W roku moja wypłata będzie wynosiła zł czyli zł/mies.
-----------------------------
Instrukcja obsługi kalkulatorka i ukłony dla {galaktyczak}a

18-11-09

Listek trochę figowy


Prasa podaje że rząd chce poprawić bezpieczeństwo na drogach pichceniem nowych przepisów. Nie podaje tylko czemu nie pichci po prostu dróg, a zwłaszcza autostrad. Prawdopodobnie dlatego że z większą ilością lepszych dróg bezpieczeństwo samo by się poprawiło, bez rządu. Ale klasa urzędnicza nie byłaby sobą gdyby pączkowaniem przepisów, zakazów i nakazów nie musiała uzasadniać swojego istnienia. Kroi się więc znowu potężna dawka socjalizmu.

Jednym z proponowanych przepisów jest zielony listek obowiązkowo naklejany na szybę przez młodych kierowców. Jest to znaczny postęp w porównaniu z czasami realnego socjalizmu kiedy to nalepianie koniczynki było nieobowiązkowe. Zresztą i tak chodziło wtedy przede wszystkim o pokazanie sąsiadom że ma się ją na co nalepiać. Ale mniejsza nawet już o obowiązkowość listka i kto na tej obowiązkowości zbije kasę drukując te listki. Nauczony aferą hazardową rząd z pewnością upewnił się że tym razem przynajmniej nie będzie miał na głowie afery listkowej.

Chodzi jednak o to co taki zielony listek właściwie ma znaczyć. Nie mamy, szczerze mówiąc, zielonego pojęcia. Może znaczyć dwie rzeczy: że umiem jeżdzić lub że nie umiem. Trzeciej możliwości nie ma. Udział w ruchu drogowym to zbyt poważna sprawa na półśrodki i półrozwiązania. Znajomość gazu bez znajomości hamulca na wiele się nie przyda. Umiejętność skręcania tylko w lewo także pomocna nie będzie. Jeżeli więc zielony listek ma oznaczać zdaniem rządu "umiem jeżdzić" to jest bezsensem z definicji. Zaświadcza już o tym prawo jazdy. Chyba że zlikwidujemy prawa jazdy zastępując je listkami i likwidując przy okazji odnośny pion urzędniczy. Wtedy zgoda.

Jeżeli natomiast zielony listek ma znaczyć "nie umiem jeżdzić" o, to mamy poważną sytuację! Potencjalny Carmaggedon Light! Delikwent w takim stanie nie powinien nigdy, pod żadnym pozorem, samodzielnie wsiąść za kierownicę. Nie mówiąc już o zapaleniu silnika. Właściwą receptą w tym przypadku jest wykupienie kolejnych 24 jazd z instruktorem i podejście do prawa jazdy raz jeszcze. Ewentualnie hippika.

Ciekawe jak minister infrastruktury Grabarczyk którego kadry zajmują się wymyślaniem listków sam by się czuł zajmując miejsce w samolocie. Wtem na kabinie pilotów spostrzega swój zielony listek. Pilot umie trochę latać - pociesza ministra stewardessa. Właśnie skończył kurs wieczorowy. Może uda się mu wylądować...

Jeżeli więc zielony listek zdaniem rządu oznaczać ma "umiem trochę jeżdzić" to proponujemy parę następnych z tej serii. Na przykład listek czerwony, całkiem aktualny na drogach polskich - "pojazd trochę sprawny". A drogówka byłaby zachwycona listkiem niebieskim - "trochę piłem".

©2009 DwaGrosze

15-11-09

W obronie powszechnej służby wojskowej


Nie ma już rzeczy absolutnie wykluczonych na tym świecie! Ostatnią z nich była nieprawdopodobna możliwość aby cynik9 wsparł kiedykolwiek ideę powszechnej służby wojskowej. A jednak stało się...

Otóż służba taka może mieć głęboki sens - ale tylko w pewnych okolicznościach. Źródłem inspiracji jest tutaj Szwajcaria i jej system obrony terytorialnej. Każdy Szwajcar w wieku od X do Y ma obowiązek odbyć regularne przeszkolenie wojskowe. Sprowadza się to rozłożonej w długim czasie kilkunastu lat czynnej styczności z armią i z bronią w wymiarze kilku tygodni w roku. Rok w rok. Nie jest to więc sprawa kompletnej przerwy w życiorysie zwieńczonej ostatecznym zwolnieniem do cywila. Jest to raczej sprawa pewnego dualizmu funkcji - obok wszystkiego innego obywatel służy regularnie krajowi w interesie jego obrony. I to bez żadnych żartów - ma cały czas broń w domu pod łóżkiem i jeśli trzeba łapie się za nią i się stawia. Tam gdzie potrzeba.

Oprócz walorów ściśle militarnych tego typu służba ma szereg innych, trudniejszych do zdefiniowania ale nie mniej ważnych. Przede wszystkim podkreśla że obrona tego co najcenniejsze - rodziny i kraju - dotyczy wszystkich i jest sprawą wszystkich. Owszem, armia być może nie obejdzie się bez kontyngentu specjalistów zatrudnionych full-time. Jednak rzeczy tak princypialnej jak suwerenność narodowa z definicji nie można zlecić wynajętym żandarmom. A do tego sprowadza się mniej więcej tzw. armia w pełni zawodowa. Ważny jest też element kamaraderii i zacieśniania kontaktów jaki udział we wspólnych okresowych ćwiczeniach rozwija. Kontakty te krzepną latami i kontynuowane są w cywilu.

Również powszechnie dostępna w rękach społeczeństwa broń palna pełni ważną funkcję. Wbrew pozorom ta mara senna socjalistów nie prowadzi do krwawych jatek w każdym barze i paru trupów na każdej imprezie masowej. Wręcz przeciwnie - znakomicie wzmacnia poczucie odpowiedzialności i wolności obywatelskiej, pogłębiając jednocześnie poczucie społecznej kohezji. Siedmiomilionowa Szwajcaria jest jednym z najbezpieczniejszych krajów na świecie m.in. właśnie dzięki, a nie pomimo, dwóm milionom sztuk broni palnej w prywatnym posiadaniu.

Model powszechnego udziału obywateli w obronności własnego kraju ma też swoje ograniczenia. Ma przede wszystkim sens tylko wtedy gdy istnieje coś czego warto jest bronić. Więcej, gdy konieczność takiej obrony oparta jest na szerokim konsensusie społecznym. Z tych powodów obowiązkowe dwa lata "w woju" w powojennej Polsce były jedynie szkodliwym nonsensem. Służyły przede wszystkim utrwaleniu interesów okupanta, a nie sprawie kraju.

Dobrze się też dzieje że obowiązkową służbę wojskową zlikwidowano u nas niedawno na korzyść armii w pełni zawodowej. Nie ma w tym bynajmniej sprzeczności. Jest to zgodne ze zmieniającym się statusem kraju który pozbywa się własnej suwerenności stając się częścią euro imperium. Imperia na ogół wystawiały armie i najczęściej rekrutowały je właśnie spośród najemników. Obywatel polski broniący suwerenności własnego kraju i lojalny wobec swojej ojczyzny jest konceptem prostym i zrozumiałym. Z chwilą jednak gdy ojczyzna ta staje się prowincją imperium koncept ten traci rację bytu. Żołnierz polski przelewałby może krew za Polskę ale nigdy nie będzie tego robił w obronie interesów euro imperium w Burkina Faso. Dlatego też do gonienia Talibów po Hindukuszu czy murzynów w Czadzie bardziej nadaje się dobrze opłacany euro najemnik, zawodowiec z wolnego wyboru. Narodowość nie gra tu specjalnej roli, ideologia nie gra żadnej. Lojalność do imperium jest sprawą transakcji handlowej - tyle żołdu za takie ryzyko, i cześć.

Niewątpliwie znajdą się chętni skłonii ryzykować za pieniądze. W końcu element ryzyka często przeplata się z elementem finansowej nagrody w wielu innych rzeczach. Na przykład w inwestowaniu, aby nie szukać zbyt daleko. Z armią "w pełni zawodową" i krajem w UE obywatelowi polskiemu odpada zatem kłopotliwa odwieczna rozterka: kto będzie bronił suwerenności mojego kraju? Otóż nikt jej nie będzie bronił ponieważ kraj nie jest już suwerenny. Natomiast obrona prowincji imperium którą się stał jest biznesem tegoż imperium, a nie jego.


©2009 DwaGrosze

09-11-09

List 34

czyli dywagacje o docieraniu

Nikt wprawdzie od myślenia jeszcze nie umarł ale po co ryzykować? Wierne tej zasadzie media z dawien dawna ograniczały się do relacjonowania faktów. A tych życie dostarczało w nadmiarze. Można je było następnie nieco zaspinować w lewo lub w prawo, ale przynajmniej faktów było pod dostatkiem.

Sądząc jednak po ostatnich doniesieniach prasowych czasy te powoli się kończą. Faktów jest coraz mniej, za to więcej szumu. Nie wystarczy więc na nie cierpliwie czekać w redakcji. Do faktów trzeba "dotrzeć". W pocie czoła i nie bez ryzyka się do nich dofedrować. Pewnie dlatego każda dziennikarska sensacja większa od, powiedzmy, innego niż ostatnie miejsce szofera Kubicy, zaczynać się musi od obowiązkowego "dotarcia". Według materiałów do których dotarła redakcja... Udało się nam dotrzeć do... Źródła do których dotarł nasz korespondent mówią że...

A tak spokojnie żyło się nam bez żadnego "docierania", w dobie zwykłego relacjonowania faktów. Ileż to głów niepotrzebnie spadło przez to "docieranie". Ileż to intratnych synekur stracono. No niech będzie, ...lub zamieniono na inne. A iluż afer, w tym hazardowej, w ogóle by nie było gdyby niestrudzeni żurnaliści nie "dotarli" tam gdzie trzeba. I to oczywiście w sam raz na czas. Bo timing w "docieraniu" jest niezwykle ważny. Docieranie do czegoś w złym czasie jest całkowicie kontraproduktywne. Nie dość że efekt z tego żaden ale i można się narazić na przykre docinki.

Co prowadzi do ciekawej kwestii jak takie "docieranie" może w praktyce wyglądać. Czy może jakiś młody żurnalista zaczynając swój dzień przy biurku doznaje nagłego olśnienia? Przejdę się po mieście i spróbuję gdzieś "dotrzeć"? Albo zapoluję sobie na przypadkowego posła w kawiarni sejmowej? Panie pośle, czy nie ma pan przypadkiem czegoś do "dotarcia"?

Hmm, być może... Ale jakoś więcej szans dajemy delikatnej sugestii naczelnego. Słuchaj Kowalski, mam dla ciebie teczkę do której należy "dotrzeć" na pojutrze, zajmij się tym. Jak byś dotarł wcześniej to daj mi maila. Wow, szefie, jak pan u licha dotarł do tych dokumentów? Niektóre jeszcze z pieczątką "Tajne. Spalić przed czytaniem"... No cóż, Kowalski, Opatrzność Boska i życzliwość ludzka, obie są jak wiadomo niezgłębione... Ale miałem ciebie za bardziej inteligentnego...

Takie myśli cisną się do głowy gdy czytamy o kolejnym zakończonym pełnym sukcesem "dotarciu". Tym razem Gazeta Prawna "dotarła" do listu jak policzyliśmy aż  34 polskich ekonomistów do premiera Tuska w którym apelują oni o niewykańczanie reformy emerytalnej. Tutaj arsenał "docierania" mógł obejmować dosłownie wszystko, poczynając od listu poleconego samych protestujących do redakcji a na satelitarnym podsłuchu kancelarii premiera kończąc.

W liście 34 ekonomistów (Neunundneunzig Professoren. Vaterland du bist verloren ??....:-D)  chodzi o planowany przez rząd premiera Tuska końcowy etap polskiej reformy emerytalnej polegający zasadniczo na zaoraniu jej resztek. Zapoczątkowana za charyzmatycznego premiera Buzka jako urynkowienie emerytur państwowych reforma kończona jest niemniej charyzmatycznie w tym samym miejscu gdzie ją Buzek zaczynał.

Nie powinno to w końcu dziwić nikogo kto wie że postęp rzadko biegnie po linii prostej. Szczególnie w Polsce gdzie po linii prostej biegną zdaje się już tylko autostrady - po prostu ich nie ma.  Treścią listu zajmiemy się w osobnym requiem dla reform emerytalnych. Nie wypada przecież nie pojawić się na mszy żałobnej gdy nieboszczykiem jest temat poruszany tak często na tym blogu.

Na razie z ciekawością obserwujemy jak premier Tusk zareaguje na ten list 34. Docieranie do listów 34 bywa w Polsce dosyć ryzykowne, i to zarówno dla docierających jak i dla docieranych. Coś jak dowiercanie się do ropy naftowej. Wiesz że siknie ale nie wiesz dokładnie w którą stronę. Ostatnim urzędującym premierem który otrzymał list 34 był Józef Cyrankiewicz w 1964 roku. Zdaje się że nie był nim wtedy specjalnie zachwycony. Jeszcze mniej zachwycona listem była jego partia, wówczas przewodnia siła narodu. Listy 34 sieją bowiem zwykle ferment a niedługo po nich dojść może do wydarzeń.  Z drugiej strony wiadomo że historia nigdy się dokładnie nie powtarza. Premier Tusk bije premiera Cyrankiewicza na głowę, i to bynajmniej nie tylko owłosieniem tejże. Także dużo większym poczuciem humoru, czego najlepszym przykładem jest finał tzw. urynkowienia emerytur.

Jedyne co się w historii powtarza dokładnie to dymanie kolejnych pokoleń emerytów przez kolejne rządy, od całkiem niedemokratycznych po całkiem demokratyczne.


©2009 DwaGrosze


Site and site contents © copyright 2007-9 dwagrosze.blogspot.com. Brief quotations including attribution and a direct link to this site (http://dwagrosze.blogspot.com) are authorized.
All other rights reserved and actively enforced. Extensive or unattributed reproduction of text or research findings are violations of copyright law.